Blog > Komentarze do wpisu

Asado -wielkie żarcie

Każdy kto się choć trochę interesuje Argentyną nie mógł nie słyszeć o Asado, które jest częścią argentyńskiej tradycji tak samo jak picie mate i oglądanie seriali. Nie mogę napisać tutaj że jest to taki odpowiednik grilla, bo moi argentyńscy przyjaciele w najlepszej sytuacji obrażą się na mnie ale mogą też wyciągnąć bardziej bolesne konsekwencje. Przede wszystkim co podkreślają Argentyńczycy jet to przede wszystkim spotkanie przy stole, rodzaj biesiady na którą zaprasza się często kilkanaście osób z rodziny, czasem z sąsiedztwa i znajomych. Z reguły też to zapraszający ponosi większość kosztów, ale zasadą jest żeby odwdzięczyć się za zaproszenie organizując również asado. Nic za to nie stoi na przeszkodzie żeby przynieść ze sobą wino, sałatkę albo chleb. Oczywiście podstawą nie są powyższe produkty, podstawą jest krowa lub baranek, najlepiej zabite tuż przed wrzuceniem mięsa na ruszt -parilla (parilla to bardzo często nazwa restauracji gdzie podają mięso z rusztu). Oczywiście rzadko kiedy piecze się całą krowę, albo baranka. Baranek w całości jest tradycyjnie kupowany do przygotowania wigilijnej wieczerzy. Często pieczony jest na specjalnym wbitym w ziemię pręcie, mięso krowy piecze się zaś na rozgrzanym wcześniej ruszcie, nigdy nad ogniem tylko nad żarem -brasa. Tuż przed podaniem tnie się mięso na mniejsze kawałki i taca z nimi okrąża stół a każdy nakłada sobie upatrzony fragment mięsa. Czuwający nad parillą asador jest zawsze jeden, zawsze mężczyzna, i zawsze otrzymuje brawa, choć moim zdaniem nie zawsze zasłużone. (Dużo zawsze w jednym zdaniu) Oprócz mięsa krowy i baranka, które często występują w duecie podczas asado, piecze się również chorizo i morchillę. Chorizo to taka surowa kiełbasa wieprzowa specjalnie na asado , zaś morchilla to taki odpowiednik polskiej kaszanki, też robiony z krwi wieprzka, tylko chyba bez kaszy. Czasem do składu dołącza kurczak. Wspomniane wcześniej dodatki nie są zbyt wyszukane. Sałatka to z reguły tylko sałata i pomidor plus oliwa i ocet, raz tylko pojawiła się ensalada rusa czyli sałatka warzywna była to wigilia. Do tego chleb i czerwone wino -im lepsze tym lepiej. Piwo raczej nie pojawia się podczas asado, ale jest to raczej kwestia preferencji Argentyńczyków niż zasad. Asado z reguły kończy się grubo po północy i ciężko jest się podnieść z krzesła po wielogodzinnym mięsnym maratonie, za to powrót piechotą do domu jest bardzo wskazany. Na drugi dzień spokojnie można nic nie jeść, spodziewać się jednak można telefonu od przyjaciół żeby pomóc w dojadaniu resztek z poprzedniego wieczora, których często wystarcza na kolejne posiedzenie. Argentyńczycy uwielbiają asado i nie potrzebują do tego wcale okazji ani dużego towarzystwa. Parilla znajdzie się wszędzie, każdy dom, camping, hotel, park, posiada to cudowne a jakże proste urządzenie. Pamiętam taka sytuację kiedy wysiadaliśmy z auta Dantego, który zabrał nas na stopa i umawialiśmy się na wieczór na jakąś kolację, zapytałem to w jakiej restauracji się spotkamy? Zarówno Dante jak i moja dziewczyna Rocio popatrzyli na mnie jak na ufoludka, jaka restauracja, spotykamy się na asado.
Będę szczery, nie podzielam tej fiksacji Argentyńczyków. Lubię siedzieć w ciemnościach z dziewczyną nad gotującym się kotletem z cielęciny, popijać wino podczas gdy tłuszcz skapuje na rozgrzany popiół :), ale nie widzę w tym wcale dużo większej filozofii niż w naszym polskim grilowaniu. Jakbym grilował co tydzień to pewnie nie mógłbym patrzeć na zwyczajną, podobnie było w Argentynie, gdzie czasami byłem już znudzony tym kawałkiem wołowiny i sałatką z pomidorem. Prawdę powiedziawszy jak na wigilię zrobiliśmy z Rocio ruskie, to większość gości była co najmniej zszokowana że w ogóle jest jakieś dodatkowe danie oprócz baraniny. Miałem z tego niezła satysfakcję że wprowadziliśmy w ten standardowy jadłospis jakieś urozmaicenie.
W kwestii słynnej argentyńskiej wołowiny mogę powiedzieć, że to też różnie bywa. Czasem jest naprawdę pyszna, mięciutka i krucha -blandito, ale zdarzała się i taka którą trzeba było żuć jakieś 10 minut przed połknięciem a przez następnych parę dni ciągle znajdowałem jeszcze kawałki mięsa między zębami. Może to była jakaś krowa emigrantka.
Na koniec dodam że z powodu hiperinflacji i niby poprawiającej się sytuacji narodu, przynajmniej na prowincji asado wcale nie jest takim znowu powszechnym zjawiskiem. Tam asado służy często do zdobywania głosów w wyborach lokalnych. Określenie "kiełbasa wyborcza" ma tam trochę inne, bardziej dosłowne znaczenie.


Kiedy wyszedłem przed dom i zobaczyłem grupkę ludzi koło leżącej na poboczu drogi krowy pomyślałem że potrącił ją samochód i trwa akcja reanimacyjna. Trochę się pomyliłem bo jeden z mężczyzn wydobył zakrzywiony nóż a za chwilę z krowiego gardła siknęła krew. Okazało się że krasula jescze tego wieczora znajdzie się na stole u dwóch rodzin robiących asado.

Dla nas taki widok wydaje się okrutny, ale na wsi nie robi wrażenie nawet na dzieciach.

Jeszcze parę minut i krowa przestaje się ruszać.

Już po chwili zostaje pozbawiona cielesnej powłoki.

W postaci półproduktów czeka na swoją kolej na rozgrzanym
ruszcie.
 
Za ten jak widać może posłużyć nawet stare łóżko z metalową siatką. Domowej roboty chorizo dogląda pieczołowicie asador w tradycyjnym stroju gaucho.

W końcu nadchodzi ten moment kiedy można zatopić zęby w soczystym kawałku wołowiny i popić czerwonym jak krew mocnym argentyńskim winem :)

A to już baranek, a koło niego blady i niepozorny kurczak. Kurczaki jednak podnoszą głowę bo z powodu "zamożnienia" społeczeństwa spada spożycie wołowiny a rośnie konsumpcja drobiu.


sobota, 28 stycznia 2012, olekpieta

Komentarze
2012/01/28 23:04:16
Nazwa restauracji to parilla, a nie parillada? Pytam, bo mogłam źle zapamiętać, widziałam asado tylko w programach Bourdaina i Zimmerna plus trochę czytałam.
PS. Zazdroszczę, jako zdecydowany mięsożerca byłabym pewnie zachwycona Argentyną.
:-)
-
2012/01/29 12:39:05
Hej. No z moich obserwacji to jednak parilla, prawde powiedziawszy z nazwą parillada nigdy się w Argentynie nie spotkałem. W każdym mieście jest tego więcej niż kebabowni w Warszawie więc raczej się nie mylę. Często zdarza się parilla libre, wtedy jesz ile zmieścisz, każdy rodzaj mięsa z asado, kosztuje to od 35 peso.
Natomiast nie wiem czy jako mięsożerca zaznałabyś w Argentynie spełnienia, bo oprócz wołowiny która też nie zawsze jest tak wspaniała jak się o niej mówi, to mięsny arsenał mają Argentyńczycy dość ubogi. Na prowincji i w mniejszych miastach nawet w sporych supermarketach wybór wędlin i kiełbas jest naprawdę skromny. Nie licząc surowego mięsa i kiełbas na asado z reguły do wyboru jest parę typów wędlin: szynki gotowane -fiambre cocido, szynki surowe -jamon crudo (takie w typie parmeńskiej -długodojrzewające, bardo drogie), i lomo ahumado (szynka wędzona, z reguły jeden typ). I raczej do naszych szynek nawet tych napompowanych wodą sie nie umywają. Natomiast dwa podstawowe typy kiełbas to mortadela i salami. Tej pierwszej nie mogę przełknąć od wizyty w Maroku, a ta druga jest bardzo droga. Nie ma za to w ogóle kiełbas wędzonych, suszonych, kabanosów, parówki zaś są niejadalne. W mniejszych miasteczkach i na wsi w zasadzie nie ma nic oprócz mortadeli i salami, więc żeby zjeść większy kawałek mięsa zostawało jedynie kupić kawałek wołowiny za 25 peso i zrobić asado. Wiem że wychodzę na niezłego dziada pisząc o tych cenach i porównując je z polskimi, ale miałem dość ograniczony budżet. Ale może dzięki temu trochę zbliżyłem się do zwyczajnych Argentyńczyków. Poznałem nawet takich co przyznawali się do kłusownictwa, bo jak mówią ze swojej pensji nie stać ich na kupowanie mięsa.
-
2012/01/30 12:14:13
Witaj. Wiedzę o Argentynie czerpię z tego, co wyczytam albo zobaczę w programach podróżniczo-kulinarnych, Bourdain czy Zimmern (nie wiem, czy onaj, czy tylko jeden, bo nie pamiętam) użyli słowa "parillada", może po prostu nie jest powszechnie stosowane, ale w Google istnieje - czyli istnieje :-)
Parilla libre to odpowiednik churrascarii, dobrze myślę?
Zaskoczyłeś mnie tym, co napisałeś o jakości/ilości mięsa w Argentynie, bo oczywiście w programach same zachwyty, niesamowite zdjęcia, można się nabrać. Jednak nie ma to jak relacja kogoś, kto był i przed kim nie odstawiano reklamowej szopki promującej kraj.
-
2012/01/30 18:16:01
Hej
No jak czytam o churrascaria (bo wcześniej nie słyszałem o nich, prawdę powiedziaiwszy to jestem strasznie zacofany bo nie mam telewizji, a kuchnią interesuję się o tyle na ile to dotyczy mojego własnego żołądka) to chyba tam z reguły w takim się systemie płaci jak we wspomnianych parilla-libre, czyli raz się płaci i można jeść różne potrawy i rodzaje mięs do oporu.
Dzięki za komentarze i zainteresowanie się tematem Squirk.
Mogę obiecać że jeszcze coś napiszę w tematyce kulinarnej.
-
2012/02/01 14:11:31
Będę zaglądała, pozdrawiam :-)
O Blogu - Nie chcę żeby był to kolejny opis wycieczki albo relacja z podróży. Tym razem czas i chronologia zwiedzania będą miały mniejsze znaczenie. Chcę pokazać głównie zdjęcia, piękno ale czasem też brzydotę tego surowego kraju.

Argentyna-podstawowe informacje:
Powierzchnia:2 766890
-9x więcej niż Polska.
Liczba ludności: ok.42 miliony
-Polska ok.38 milionów.
Czas: -4zimą -5latem w stosunku do Polski
Waluta: Peso arg. ARS
10 peso=ok.8złotych
Ceny: Jescze niedawno zbliżone do polskich ale z powodu inflacji kraj ten wydawał mi się drogi.
Przykładowe ceny:
1kg chleba -8peso
1,5l wody -4-5peso
1kg wołowiny 25-60peso
12empanadas(dla2os) -30peso
stek z ftytkami -od 25peso
noclegi hostele -od 40peso
camping/os 15-35peso
autobusy -ok40peso/100km

TopLista - Wyprawy i Podróże [Turystyka Aktywna]