Blog > Komentarze do wpisu

Kanion Tlampaya -gwiazdka z nieba

Każdy zna chyba zwrot "chcieć gwiazdkę z nieba". Tym właśnie była dla mnie wizyta w kanionie Talampaya w prowincji La Rioja. Najpierw długo szukaliśmy informacji na temat atrakcji naturalnych w La Rioja i San Juan, bo turystyka szlakiem winnic bardzo promowana w Argentynie to nie do końca nasze klimaty, mimo że do abstynentów nie należymy. Pierwszy z parków, na który się napalałem jak łysy na wagon grzebieni to Ischigualasto gdzie znajduje się Valle de la Luna z przepięknym łukiem i ciekawymi formacjami skalnymi. Odpadł po potwierdzeniu informacji że można go odwiedzić ale wyłącznie dysponując własnym samochodem. Zdecydowaliśmy się więc na wizytę w kanionie Talampaya. Mieliśmy nadzieję że uda nam się jakiś niezależny treking jeśli nie do kanionu Talampaya to może w jego okolice.
Autobusem dotarliśmy przed bramę parku. Po kilku minutach marszu dotarliśmy do budynków gdzie znajduje się recepcja, bar, centrum interpretacji, itd. Rozbiliśy namiot i jako jedyni zostaliśmy  na noc. Obok namiotu kręci się zorro, to oczywiście lis po hiszpańsku :). Powoli zapada zmrok a na niebie pojawia się niesamowita wprost ilość gwiazd. O 10 wyłącza się generator prądu i momentalnie otacza nas absolutna cisza jakby ktoś narzucił na nas puchową pierzynę i przycisnął do uszu. Przez parę godzin gapimy się w niebo zahinotyzowni.
Rano idziemy do biura strażników parku, po jakieś informacje. Sytuacja nie wygląda za dobrze, bo do kanionu jest ok 15km. a poza kanionem nie ma żadnych szlaków, poza tym nie ma żadnych źródeł wody, a guardaparques nie mogą nas podrzucić swoim samochodem, bo to wbrew przepisom. Zostaje nam jedynie skorzystać z oferty firmy która dzierżawi kanion, i do której należy cały ten ośrodek, albo oferty Towarzystwa Przewodników Górskich, którzy zajmują malutki pokoik w tym kompleksie. Prawdę powiedziawszy chętnie wybralibyśmy wycieczkę z przewodnikami, bo zawierała ona wizytę w kanionie Talampaya, i wycieczkę rowerową do bocznego kanionu. Niestety chyba ze względów konkurencyjności przewodnikom nie wolno przewozić turystów, mogą jedynie towarzyszyć komuś w jego własnym aucie. Ponieważ nie mieliśmy auta i z tą formą zwiedzania musieliśmy się pożegnać. Wykupiliśmy w końcu jedną z tańszych wycieczek z firmy Rolling Travel za 95peso obejmującą tylko kanion. Zapakowano nas po tym do busika i ruszyliśmy w drogę. Moja ocena tego miejsca na pewno nie będzie obiektywna, bo nienawidzę takiego zwiedzania, gdzie trzeba łazić z grupą za przewodnikiem, brać udział w głupich zgadywankach w rodzaju: a co przedstawia ta skała, albo gdzie wśród tych skał jest wielbład, słuchać dowcipów przygotowanych specjalnie na te okazję i powtarzanych każdej odwiedzającej to miejsce osobie. Sam kanion chyba tylko ze względu na wartość archeologiczną został uznany przez UNESCO za jakiś tam cud świata, bo jeśli chodzi o górski pejzaż i skalne formy to na kolana nie rzuca. Może moja ocena byłaby nieco inna gdybym nie musiał poruszać się busikiem oraz ścieżkami z barierką jak dla krów, a w dodatku nie można się za bardzo oddalić np, żeby zrobić zdjęcia bo wszyscy już zasuwają do autobusu. Petroglify widziałem już w Antofagaście, niektóre nawet bardziej okazałe, z tą jednak różnicą że w sektorze Punta de la Peńa byłem sam i oko w oko, bez żadnych barierek, ze skalnymi rysunkami starożytnych indian. Jednym słowem byłem zawiedziony tą wizytą.
Kilka tygodni wcześniej koleżanka Rocio, która kiedyś pracowała w parku narodowym powiedziała mi że już nie wróci do pracy jako strażnik parku, ponieważ nie służą już ochronie przyrody, tylko chronią prywatnych interesów. Na początku myślałem że chodzi o wykupywanie źródeł wody pitnej przez obcokrajowców i nie drążyłem tematu bo do tej teorii byłem nastawiony dość sceptycznie. W przypadku parku Talampaya zobaczyłem jednak że nawet na takiej pustyni, prywatne firmy kręcą niezłe lody, a guardaparques chronią terenu do którego nie ma wstępu zwykły człowiek, więc w zasadzie służą interesom prywatnej firmy.
Nie napisałem, że jednak otrzymałem swoją gwiazdkę z nieba. Nie całkiem taką jaką sobie wyobrażałem za to bardziej dosłownie. Poprzedniej nocy kiedy tak siedzieliśmy z Rocio gapiąc się w gwiazdy, dostrzegliśmy najpierw niepozorną białą smugę spadającej gwiazdy, ale zjawisko zamiast zaraz zniknąć jak to zwykle bywa trwało. Biała smuga zamieniła się w złoty coraz grubszy ogon tak że w końcu widać było smugę ognia. Meteor zaczął zwalniać i rozpadać na kawałki, które wolno dymiąc się zaczęły opadać ku ziemi. Chwile potem zaczęliśmy się cieszyć, jakbyśmy wygrali nagrodę na loterii. Była to jedna z najwspanialszych najbardziej magicznych chwil w moim życiu.
Cząstka tego nocnego nieba, tak odległego i nieosiągalnego, wylądowała prawie u naszych stóp.


Nasz samotny namiot. Kamping jest darmowy łącznie z łazienką i prysznicem.

W te kominy skalne kominy należy krzyczeć i liczyć ile razy odbije się echo.

La Catedral

Tu nawet nie trzeba zgadywać do czego podobne są te skały, jest tabliczka.
poniedziałek, 06 lutego 2012, olekpieta

Polecane wpisy

O Blogu - Nie chcę żeby był to kolejny opis wycieczki albo relacja z podróży. Tym razem czas i chronologia zwiedzania będą miały mniejsze znaczenie. Chcę pokazać głównie zdjęcia, piękno ale czasem też brzydotę tego surowego kraju.

Argentyna-podstawowe informacje:
Powierzchnia:2 766890
-9x więcej niż Polska.
Liczba ludności: ok.42 miliony
-Polska ok.38 milionów.
Czas: -4zimą -5latem w stosunku do Polski
Waluta: Peso arg. ARS
10 peso=ok.8złotych
Ceny: Jescze niedawno zbliżone do polskich ale z powodu inflacji kraj ten wydawał mi się drogi.
Przykładowe ceny:
1kg chleba -8peso
1,5l wody -4-5peso
1kg wołowiny 25-60peso
12empanadas(dla2os) -30peso
stek z ftytkami -od 25peso
noclegi hostele -od 40peso
camping/os 15-35peso
autobusy -ok40peso/100km


TopLista - Wyprawy i Podróże [Turystyka Aktywna]