Blog > Komentarze do wpisu

El Condor Pasa

Być w Ameryce Południowej i nie zobaczyć kondora to wstyd. Oczywiście jeż wiele innych rzeczy, których niezobaczenie stanowi plamę na moim honorze turysty, ale w tym przypadku nie dałem ciała. Dodatkowo moje spotkanie z kondorem wielkim było zupełnie prywatne na szczycie góry Cerro Negro.
Do Villa Traful położonej na brzegu jednego z przepięknych jezior górskich na szlaku siedmiu jezior (camino de los siete lagos ) dotarłem stopem. Podwieźli mnie amerykanie którzy podróżowali wynajętym samochodem. Kilka kempingów było zamkniętych a miasteczko dopiero przygotowywało się do najazdu turystów, między innymi poprzez odgarnianie popiołu z drogi, polewanie go wodą, i ogóle sprzątanie po niespodziance jaką sprawił wulkan Puyehue przysypując Bariloche i całą okolicę grubą warstwą popiołu. W końcu znalazłem otwarty kamping, ale cena 40 peso mnie zniechęciła. Gdy zawróciłem żeby kontynuować poszukiwania, gospodarz kempingu szybko rzucił nowa cenę 25 peso i zostałem jako jedyna osoba na całym polu namiotowym. Resztę dnia włuczę się po okolicy. Spaceruję nad brzegiem pięknego jeziora Traful. Woda jest turkusowa, promienie słońca tańczą po kamieniach zanurzonych w wodzie, a przepiękne skały po drugiej stronie jeziora wydają się jakimś gigantycznym ogródkiem skalnym. Zaczynam więc fantazjować że jeżdżę po nich rowerem. Jestem chyba jedynym stałym turystą, oprócz mnie na molo pojawił się tylko chłopiec który łowił ryby przy pomocy żyłki nawiniętej na puszkę. Poszedłem zapytać w informacji o szlaki. Oprócz dwóch wodospadów znajdujących się bardzo blisko miasteczka, jest tylko jeden szlak dla turystów i prowadzi na najbliższą górę Cerro Negro. Postanawiam odwiedzić te wodospady tego samego dnia a następnego dnia wybrać się na górę. Gdy szedłem w kierunku wodospadów zatrzymało  się auto z trójką argentyńskich emerytów, którzy zmierzali w tym samym kierunku i sami zaproponowali że mnie podwiozą. Gdy weszliśmy w las otoczył nas półmrok i nieco złowroga cisza, a wszystko dookoła pokryte było grubą warstwą szarego popiołu. Dodatkowo od czasu do czasu wyczuwałem woń padliny. Być może to tylko moja wyobraźnia, ale wydaje mi się że taka ilość popiołu mogła spowodować zdychanie niektórych zwierząt z braku pożywienia na przykład. Wodospady nie były aż taką rewelacją.
Z samego rana udałem się na szlak na Cerro Negro. Szlaki w Argentynie w większości są słabo oznakowane. Czasem jest tylko tabliczka na początku scieżki i od czasu do czasu piramidka z kamieni. Tu chyba były gdzieniegdzie oznaczenia na kamieniach ale w większości wszystko przysypane było popiołem. Zwłaszcza końcówka szlaku była dość niejasna, gdy ścieżka dotarła pod stromy skalisty szczyt. Wydaje mi się że w końcu poszedłem trochę na skróty bo nieraz musiałem używać wszystkich czterech kończyn żeby utrzymać równowagę. O tym że dotarłem na szczyt nie miałem wątpliwości gdyż wieńczyła go gigantyczna kamienna piramida.  Wtedy właśnie nad moją głową pojawił się olbrzymi kondor, który przyglądał mi się z zainteresowaniem. Naprawdę wlepiał we mnie gały, i zatoczył nade mną parę kółek chyba oceniając swoje szanse na to ze mnie upoluje, ale to ja wyciągnąłem aparat i upolowałem sobie parę fotek kondora, który czasami przelatywał całkiem blisko. W końcu jednak odleciał nad jezioro Traful i znów zostałem sam, ale w wielkim uniesieniu, po takim spotkaniu z największym drapieżnym ptakiem świata.


Lago Traful i młody rybak w koszulce Teveza


Kwiaty nad wodospadem


Śnieżny mostek pokryty warstwą popiołu




Ten popiół musiał zawierać jakieś zanieczyszczenia o podobnym pochodzeniu co ropa, bo podobnie jak ona tworzył na wodzie błonę o wszystkich kolorach tęczy


Na szczycie Cerro Negro




Wulkan Puyehue widoczny ze szczytu wciąż dymi




Widziałem ooooor... kondora cień
niedziela, 06 stycznia 2013, olekpieta

Polecane wpisy

  • insectos

    Wstrętne owady, bo są też i piękne, to kolejna rzecz która może trochę uprzykrzać zwiedzanie Argentyny. Normalnym jest że na północy zwłaszcza w prowincjach Mis

  • gaucho gil

    Mówi się że każdy kraj ma swojego Robin Hooda. Nie wiem czy to powiedzenie funkcjonuje w Argentynie, bo wydaje mi się że na zabitych wiochach północy mało kto s

  • gotowanie z głową

    Kiedy tylko usłyszeliśmy z Rocio nadjeżdżającą od tyłu ciężarówkę uskoczyliśmy z drogi ale i tak nie zdołaliśmy uciec przed chmurą pyłu. Był to samochód Orso, k

Komentarze
josephinae
2013/01/07 11:37:40
całkiem całkiem :]
O Blogu - Nie chcę żeby był to kolejny opis wycieczki albo relacja z podróży. Tym razem czas i chronologia zwiedzania będą miały mniejsze znaczenie. Chcę pokazać głównie zdjęcia, piękno ale czasem też brzydotę tego surowego kraju.

Argentyna-podstawowe informacje:
Powierzchnia:2 766890
-9x więcej niż Polska.
Liczba ludności: ok.42 miliony
-Polska ok.38 milionów.
Czas: -4zimą -5latem w stosunku do Polski
Waluta: Peso arg. ARS
10 peso=ok.8złotych
Ceny: Jescze niedawno zbliżone do polskich ale z powodu inflacji kraj ten wydawał mi się drogi.
Przykładowe ceny:
1kg chleba -8peso
1,5l wody -4-5peso
1kg wołowiny 25-60peso
12empanadas(dla2os) -30peso
stek z ftytkami -od 25peso
noclegi hostele -od 40peso
camping/os 15-35peso
autobusy -ok40peso/100km


TopLista - Wyprawy i Podróże [Turystyka Aktywna]