RSS
czwartek, 03 maja 2012
Kiedy tylko usłyszeliśmy z Rocio nadjeżdżającą od tyłu ciężarówkę uskoczyliśmy z drogi ale i tak nie zdołaliśmy uciec przed chmurą pyłu. Był to samochód Orso, który prowadził market na kołach, rozwoził towary wielką ciężarówką po wszystkich okolicznych kioskach i sklepikach. Już wiedzieliśmy że za chwilę spotkamy go u naszego znajomego który prowadził jedyny kiosk w kilkunastoosobowej wiosce. Chacho prowadził też agroturystykę, ale wydaje mi się ze niewielu z hotelowych gości którzy przyjeżdżali do niego na konne przejażdżki decydowało sie na dłuższy pobyt w skromnym gospodarstwie. W malutkich pokoikach podłoga z ubitej ziemi i prastare materace na drewnianej konstrukcji, a żeby wziąć prysznic należało najpierw napełnić ze studni plastikowy pojemnik z sitkiem a później umieścić go na haku pod sufitem. Choć pewnie prawdziwych gości wyręczał w tym Chacho. Tak jak się spodziewaliśmy pomocnik Orsa już sciągał towary z ciężarówki. I my kupiliśmy co nieco od Orso żeby móc podzielić się z naszymi gospodarzami w zamian za nocleg. Natomiast Chacho jak się okazało z część towaru zapłacił świeżo zabitym barankiem. (Bardzo mi sie spodobała taka forma handlu wymiennego. W takich miejscach pojęcie kasy fiskalnej jest tak samo nieznane jak wśród polskich lekarzy). Miałem okazję przyglądać się egzekucji cordero razem z kilkuletnią córka Chacho na której widok krwi i obdzieranego ze skóry zwierzęcia nie robił żadnego wrażenia. Po wszystkim została po baranku tylko skóra i głowa której Orso nie chciał wziąć.
Kiedy po południu wchodziłem do kuchni żeby zagotować czajniczek wody, o mało nie wywróciłem się na progu z powodu smrodu jaki buchał z wilekiego garnka. Na krawędzi kociołka mignęły mi tylko drobne ząbki, i już byłem pewien że pozostałości z baranka trafią po zagotowaniu do psiej miski. 
Podczas kolacji zdębiałem, bo na stół wjechał półmisek, z głową baranka, w takiej samej niemal formie jak ją widziałem tuż po zabiciu, z oczami jęzorem itd. tyle ze zagotowana.
Żeby nie robić przykrości gospodarzom i nie uchodzić za jakiegoś dzikusa w towarzystwie, sięgnąłem po pierwszy kawałek. Mój wybór od razu spotkał się z aprobatą biesiadników. Okazało się że trafiłem na kawałek języka, który zresztą nie był najgorszy. Za drugim razem nie chciałem już brać języka, żeby i inni mogli delektować się jego smakiem. Wybrałem jakiś biały kawałek mięsa, który okazał się znacznie gorszy a przede wszystkim nie dało się go pogryźć. Męczyłem się chyba z 5 minut z tą gumiastą żyłą zanim trafiłem na moment że reszta towarzystwa pochłonięta dyskusją na temat walorów smakowych głowy, nie dostrzegła że wypluwam cenny kawałek mięsa w serwetkę.
Nie ryzykowałem już dalszych prób i przerzuciłem się na kanapki z mortadelą, mimo że od pobytu w Maroko postanowiłem że już w życiu jej nie tknę. Teraz ktoś mógłby pomyśleć że to moja ulubiona wędlina.
Tymczasem dyskusja kulinarna trwała, dowiedziałem sie z niej między innym że oko to jeden z lepszych kąsków, nie dość że dobre to jeszcze zdrowe. W ślad za tym poszła demonstracja i wykrojona i nabita na widelec gałka oczna zniknęła w ustach Raula z sąsiedniej wioski.
Z dalszej dyskusji dowiedziałem się również że głowa baranka to wcale nie najbardziej egzotyczna z potraw goszczących na stołach mieszkańców wsi z regionu Laguny Ibera. Jak się okazało większość zna smak mięsa kajmana, który jest obecnie chroniony, strusia nandu również chronionego, nie wspominając o wiskaczach czy kapibarach. Te ostatnie traktowane są zresztą tutaj jak szkodniki i nie raz natknęliśmy się na rozkładające sie zwłoki tych największych gryzoni, które padły ofiarą nielegalnych polowań.
Tak naprawdę odniosłem jednak wrażenie że codzienna kuchnia argentyńskiej wsi jest dość monotonna, a mięso jest raczej rarytasem i traktowane jest bardziej jak przyprawa niż podstawa kuchni. Standardowymi potrawami są guiso, z makaronem, gdzie większość stanowią tanie warzywa jak ziemniaki i maniok, a mięso nadaje tylko smak, oraz puchero gdzie również dominują warzywa a do smaku wrzuca się albo krowi ogon albo kawałek nogi z kością.
















20:56, olekpieta
Link Dodaj komentarz »
O Blogu - Nie chcę żeby był to kolejny opis wycieczki albo relacja z podróży. Tym razem czas i chronologia zwiedzania będą miały mniejsze znaczenie. Chcę pokazać głównie zdjęcia, piękno ale czasem też brzydotę tego surowego kraju.

Argentyna-podstawowe informacje:
Powierzchnia:2 766890
-9x więcej niż Polska.
Liczba ludności: ok.42 miliony
-Polska ok.38 milionów.
Czas: -4zimą -5latem w stosunku do Polski
Waluta: Peso arg. ARS
10 peso=ok.8złotych
Ceny: Jescze niedawno zbliżone do polskich ale z powodu inflacji kraj ten wydawał mi się drogi.
Przykładowe ceny:
1kg chleba -8peso
1,5l wody -4-5peso
1kg wołowiny 25-60peso
12empanadas(dla2os) -30peso
stek z ftytkami -od 25peso
noclegi hostele -od 40peso
camping/os 15-35peso
autobusy -ok40peso/100km


TopLista - Wyprawy i Podróże [Turystyka Aktywna]