RSS
niedziela, 17 czerwca 2012
Wstrętne owady, bo są też i piękne, to kolejna rzecz która może trochę uprzykrzać zwiedzanie Argentyny. Normalnym jest że na północy zwłaszcza w prowincjach Misjones, Corientes, Formosa, Chaco gdzie jest klimat subtropikalny trzeba się liczyć z obecnością różnych nieprzyjemnych form życia, nie licząc oczywiście nas samych. Komary są w tym momencie najmniej niebezpieczne, choć ich ilość czasem potrafi zaskakiwać, zwłaszcza kiedy wieczorem przemieszczają się tworząc ciemne brzęczące chmury. W północnych prowincjach trzeba uważać bardzo na tzw mosca de gusano, czyli mucha a la robak. Mucha taka nie gryzie, ale może zostawić na naszej skórze jajeczko z którego pod wpływem ciepła wykluje się larwa. Wgryza się ona następnie w skórę gdzie żyje sobie podjadając co nieco z naszej nogi czy ręki. Zdarza się to dość często na północy, dlatego najlepiej jest mimo upału zakładać ubrania z długimi rękawami i nogawkami. Z reguły zdajemy sobie o tym sprawę jak robaczek już trochę podrośnie i czuć jego obecność poprzez ból albo nieprzyjemne uczucie  (referencja w filmie Alien1:). W tym przypadku rana zawsze jest wilgotna i nie goi się nie robi się strupek jak w przypadku zwykłego ukłucia ale pozostaje otwarta dziureczka, przez którą robaczek oddycha. Wtedy najlepiej iść do lekarza na zabieg. Domowy sposób to przyłożyć gruby kawałek mięsa na dość długo, tak by robaczek zaczął się dusić i w efekcie sam wyłazić w poszukiwaniu powietrza. Nam a właściwie Rocio przytrafiło się takie nieprzyjemne ukłucie podczas zwiedzania misji dzięki temu wysłuchaliśmy sporej ilości opowieści i rad od doświadczonych mieszkańców. Ostatecznie poszliśmy do lekarza który jednak wykluczył obecność obcego. W Misjones trzeba było jednak przywyknąć do wielu swędzących ukąszeń niewiadomego pochodzenia.
Na pewno wielu słyszało o Bariloche, górskiej i narciarskiej stolicy Argentyny, cusik kaj nas Zakopiec. Pod względem krajobrazowym okolice Bariloche są powalające. Co z tego jednak jak mój kilkudniowy wypad w góry przypominał wielką ucieczkę. Szlaki które wg tabliczek miały zajmować 8h marszu, przebiegałem z pełnym plecakiem i namiotem w 6h, bojąc się choć na chwile przystanąć. To co nie dawało mi ani chwili wytchnienia to Tabanos, czyli po naszemu bąki bydlęce chyba też zwane końskimi muchami. Większość chyba choć raz w życiu doświadczyła ukłucia tego cholerstwa, wiec wie jak to boli a następnie przez kilka nawet tygodni swędzi, a potrafi to ugryźć nawet przez koszulkę. No a wokół mnie przez cały czas nieprzerwanie latała eskadra kilku bąków.
Z tych niewielu przykrych doświadczeń stwierdzam że szczelnie zamykany namiot świetnie nas chronił przed wieloma nieprzyjemnymi sytuacjami. Raz w Misjones, dla zaoszczędzenia czasu na zwijanie namiotu rano przespaliśmy się na drewnianej podłodze jadalni i obudziliśmy się cali w czerwonych kropkach. W parku Leoncito słuzył nam za jadalnię, bo chmary małych muszek były tak natrętne, że jedynie za zamkniętym tropikiem można było spokojnie coś zjeść bez obawy że mucha nam wleci do buzi. Jednym słowem trzeba trochę uważać, trochę się przyzwyczaić, i na pewno mieć ze sobą jakieś środki ochrony, i duuużo cierpliwości.

Chmary komarów w Pellegrini, prowincja Corientes


Takie coś może wyjść spod kamienia na którym siedzicie i zajadacie kanapki, lepiej więc trzymać aparat w pogotowiu.





Piękne motyle w prowincji Misjones
21:46, olekpieta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 czerwca 2012
Mówi się że każdy kraj ma swojego Robin Hooda. Nie wiem czy to powiedzenie funkcjonuje w Argentynie, bo wydaje mi się że na zabitych wiochach północy mało kto słyszał o Robinie w kapturze.
Każdy natomiast zna Gaucho Gila, świętego rzezimieszka, a większość dzieci słyszała pewnie o nim zanim nauczyła składać rączki do pacierza. Gauchito jak sie go często nazywa, oficjalnie przez kościół nie został uznany za świętego i w sumie się temu specjalnie nie dziwię, bo jakoś z legendy o nim nie wynika żeby był przesadnie bogobojny w zasadzie wątek jego relacji z Bogiem nie pojawia się ani razu. Myślę jednak, że to mu tylko pomaga w zdobywaniu popularności, zwłascza jego wizerunek gaucho, który nie stroni od fajek i alkoholu, a w panteonie tzw. santos poplulares w jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Poza tym jest on niezwykle skuteczny w sprawianiu cudów, choć za życia nie sprawił żadnego, przynajmniej wg. oficjalnej legendy, która zaczyna się niczym dobra argentyńska telenowela od gorącego romansu. Proszę więc wygodnie usiąść, wziąć kubek z yerbą w rękę i posłuchać.
Jest rok ok 1960, Niejaka Estrella Díaz de Miraflores wdowa po bogatym ranczerze romansuje w najlepsze ze zwykłym gaucho, czyli po naszemu konnym pastuchem Antoniem Gilem. Zazdrosnym okiem spogląda na to komisarz policji bo nie dość że babka fajna to w dodatku bogata. Wraz z braćmi majętnej wdowy oskarża Gila o kradzież z zamiarem pozbawienia go życia. Niewinny gaucho ucieka i chroni się w szeregach armii. W wojnie Paragwajskiej zostaje bohaterem, niestety po powrocie z wojny znów musi iść w kamasze tym razem by walczyć w wojnie domowej. Ponieważ szlachetny Antonio nie ma zamiaru przelewać bratniej krwi, dezerteruje z grupką kompanów i wkracza na ścieżkę bezprawia. Od tego momentu kradnie bydło bogatym obszarnikom, ale łupami dzieli się z biednymi wieśniakami którzy w zamian pomagają się mu ukrywać.
Długie ramię sprawiedliwości w końcu jednak dopada Gila, jego kompani zostają rozstrzelani a Gauchito wtrącony do aresztu. Oficer eskortujący Gauchita przed oblicze sądu w mieście Goya, postanowił sam wykonać wyrok na więźniu i zamordować go pod pretekstem ucieczki. Gauchito został przywiązany za nogę do drzewa a oficer przyłożył mu nóż do gardła. Wtedy to objawiły się nadprzyrodzone zdolności Antonio Gila. Najpierw próbował przekonać oficera że list z ułaskawieniem zaraz dotrze, gdy jednak ten nie dał mu wiary, przepowiedział mu że kiedy wróci do domu zastanie swego syna śmiertelnie chorego, i jedynie modlitwa do jego niewinnie przelanej krwi może przywrócić mu zdrowie. Chwilę po tym gdy oficer poderżnął gardło Antonio Gila przybył posłaniec z listem. Jak się okazało sędzia na prośby wielu mieszkańców ułaskawił Gila.
Oficer pognał co sił do Goi gdzie zastał syna w ciężkim stanie jak przepowiedział mu to Gil. Wrócił na pustynię i pochował ciało Gauchita niedaleko drzewa na którym zginął, a modlitwy do jego niewinnej krwi uzdrowiły syna. Cud ten rozniósł się wśród ludu, a na grób Gila przybywać zaczęło coraz więcej osób. Nie podobało się to jednak właścicielowi ziemi na której grób się znajdował, kiedy kazał przenieść ciało Gila na cmentarz natychmiast popadł w chorobę. Oczywiście odstąpił od swych zamiarów a modlitwy do Gauchita wróciły mu zdrowie.
To oficjalna i nudna wersja. Ludowe opowieści zawierają każdy detal gorącego romansu Gila, jego kariery wojskowej i rozbójniczej. Wg niektórych Gauchito miał moce nadprzyrodzone, potrafił np przyciągnąć do siebie karabiny żołnierzy którzy mieli go pojmać niczym Magneto z X-manow, i w ten sposób ich rozbroić.
Dziś lista cudów jakich dokonał nie ma chyba końca. Ściany jego grobowca i wszystkich sąsiadujących budynków pokryte są w każdym calu wmurowanymi tabliczkami z podziękowaniami. Konstrukcję zadaszenia w całości zasłaniają niezliczone rejestracje samochodowe, zapewne przywiezione przez cudem ocalałych z wypadków.
Muzeum Gila też robi wrażenie, dziesiątki wiszących pod sufitem rowerów, i gitar, koszulki zawodników, ozdobne pasy gauczów, setki fotografii i kartek z podziękowaniami tworzą graciarnię pełną klimatu.
Mogiła Gaucho Gila znajduje się kilka kilometrów od miasta Mercedes w prowincji Corientes. Wokół grobu Gauchita rozrósł się niemały jarmark z dewocjonaliami, figurami Gila, różańcami, chustami, naklejkami.
Podobało mi się że nie było w tym miejscu w ogóle turystów. Tzn turystów takich jak ja, szukających ujęcia, machającymi wielkim obiektywem przed nosem pielgrzymów.
Spacerując pomiędzy stoiskami powoli zacząłem odnosić wrażenie że cały ten kult Gaucha to jeden wielki jarmark i handel, a te wszystkie tabliczki i rejestracje to ściema i dekoracja. Kupiłem jednak parę pamiątek, nie tylko dla siebie, ale też dla znajomych w Pellegrini, a kilka pamiątek otrzymałem nawet jako podarek od sympatycznych sprzedawców. Jescze tylko musiałem napromieniować je energią Gauchita poprzez dotknięcie grobowca i mogłem wracać, do Mercedes.
W tym momencie Gauchito postanowił mnie przekonać o swojej mocy i kiedy się obracałem niemalże że wpadłem na Watę naszego sąsiada z Pellegrini. Pellegrini leży 120 km od Mercedes, i mieszka tam ok 1000 osób, z których Wata był w zasadzie jedyną osobą którą w miarę dobrze znałem. Następnego dnia zabrał mnie swoim pickupem do Pellegrini, a ja podarowałem mu medalion z Gauchitem, który kupiłem specjalnie dla jego rodziny. Medalion wylądował na ścianie obok sporej figury zbujaszka stojącej na honorowym miejscu w mieszkaniu Waty.


Gauchito Antonio Gil i Jego grób


Tabliczki z podziękowaniem na ścianie grobu Gauchita


W Argentynie choć wydaje mi się że w całej Ameryce Południowej bardzo ważne jest żeby dotknąć świętej figury , albo symbolu. Podobnie w bazylice Nuestra Senora del Valle w Catamarce, pielgrzymi zawsze dotykają szyby za którą znajduje się cudowna figura Matki Boskiej.


Muzeum Gaucho Gilla


Właśnie zauważyłem że jest jeszcze miejsce na jedną rejestrację. Ale to chyba na plus, znaczy że jeszcze limit cudownych ocaleń się nie wyczerpał.




Bardzo popularne czerwone tasiemki, można je zauważyć na rękach młodzieńców, często na zderzaku auta albo na lusterku wstecznym.

Przed grobem Gauchita zawsze leży zapalony papieros.


Abuelita dobrze wie co sprawi przyjemność Gauchito Gilowi.


Pierwsza kapliczka zanjduje się na podwórku jakiegoś domu, zaś druga oryginalnie była zbudowana na pamiątkę osoby która utonęła, ale wprowadził się do niej Gauccho. Nie wiem czy to tak ładnie? W każdym razie Gaucho Gill powoli monopolizuje kapliczki przydrożne i jadąc autobusem co chwila mija sią mniej lub bardziej okazałe kapliczki przyozdobione czerwonymi falgami. Trochę do znudzenia.
22:41, olekpieta
Link Dodaj komentarz »
O Blogu - Nie chcę żeby był to kolejny opis wycieczki albo relacja z podróży. Tym razem czas i chronologia zwiedzania będą miały mniejsze znaczenie. Chcę pokazać głównie zdjęcia, piękno ale czasem też brzydotę tego surowego kraju.

Argentyna-podstawowe informacje:
Powierzchnia:2 766890
-9x więcej niż Polska.
Liczba ludności: ok.42 miliony
-Polska ok.38 milionów.
Czas: -4zimą -5latem w stosunku do Polski
Waluta: Peso arg. ARS
10 peso=ok.8złotych
Ceny: Jescze niedawno zbliżone do polskich ale z powodu inflacji kraj ten wydawał mi się drogi.
Przykładowe ceny:
1kg chleba -8peso
1,5l wody -4-5peso
1kg wołowiny 25-60peso
12empanadas(dla2os) -30peso
stek z ftytkami -od 25peso
noclegi hostele -od 40peso
camping/os 15-35peso
autobusy -ok40peso/100km


TopLista - Wyprawy i Podróże [Turystyka Aktywna]